Staram się regularnie przeglądać nowości strasburskie. Dziś (23.01.2018) ogłoszono m.in. wyrok w sprawie Faludy-Kovács przeciwko Węgrom.

Sprawa może zainteresować studentów IV roku Prawa WPiA UWM, których od kilku tygodni katuję orzecznictwem dotyczącym wolności ekspresji i jej styku (zderzenia) z prawem do poszanowania życia prywatnego. Na kolokwium często pytam o kryteria ze sprawy von Hannover (nr 2).

Tej fantastycznej (w zdecydowanej większości) młodzieży dedykuję niniejszy wpis – w omówionym niżej wyroku Trybunał wykorzystał właśnie te kryteria.

Skarżąca jest wdową po słynnym węgierskim poecie. Ich związek był przedmiotem żywego zainteresowania tabloidów – oboje byli celebrytami.

W 2008 r. – dwa lata po śmierci poety w jednej z gazet ukazał się wywiad ze skarżącą. Jak na celebrytkę przystało, postanowiła uraczyć gawiedź jakąś sensacyjką. Podzieliła się swoim pomysłem na połączenie znakomitych genów jej oraz jej zmarłego męża i stworzenie geniusza. Do tego celu chciała wykorzystać wnuka poety i swoją siostrę.

Chwyciło. Wkrótce największy tygodnik węgierski tę „mądrość” opublikował, nie stawiajac przy tym skarżącej w szczególnie korzystnym świetle. Tytuł artykułu (na pierwszej stronie!) brzmiał „Deptanie pamięci Faludy’ego. Wdowa robi wszystko dla jupiterów„. Najgorsze było jednak to, że – mimo nalegań wdowy – w tekście nie wspomniano o książce poświęconej zmarłemu poecie, która miała się ukazać. Skarżąca wprawdzie wyprosiła kolejny artykuł – tym razem zapowiadający książkę, jednak następne prośby wdowy zostały już zignorowane.

I wtedy skarżąca zorientowała się, jak wielką krzywdę wyrządził jej tygodnik tym pierwszym artykułem. Pozwała wydawcę domagając się m.in. 4 mln Forintów (sami to sobie policzcie, kiedy jestem na Węgrzech nigdy nie jestem w stanie stwierdzić, czy płacę dużo czy mało).

Nie chcę tu omawiać wyroków sądów węgierskich. łatwo się domyślić, że nie były po myśli Pani Faludy-Kovács – zwłaszcza wyroki sądu apelacyjnego i Kurii, które m.in. uznały tytuł artykułu za sąd wartościujący (value judgment) a nie stwierdzenie faktu (statement of fact). Ponadto był to pogląd ściśle korespondujący z „osobliwymi” oświadczeniami samej powódki – nie był więc pozbawiony jakichkolwiek podstaw faktycznych.

Europejski Trybunał Praw Człowieka przypomniał swoje stanowisko:

  1. ochrona dobrego imienia wchodzi w zakres art 8 EKPC (prawo do poszanowania życia prywatnego);
  2. aby ten przepis miał zastosowanie, zamach na dobre imię (reputację) musi osiągnąć pewien poziom powagi i musi być dokonany w sposób powodujący uszczerbek w korzystaniu z prawa do poszanowania życia prywatnego;
  3. art. 8 EKPC nie może być przywołany, gdy utrata dobrego imienia jest przewidywalną konsekwencją własnych działań (np. popełnienia przestępstwa);
  4. art. 8 i art. 10 zasługują na jednakową ochronę i rozstrzygnięcie nie powinno zależeć od tego, czy skargę wniósł pomówiony (na podstawie art. 8), czy tez dziennikarz, redaktor, wydawca (na podstawie art. 10);
  5. w swoim orzecznictwie (np. we wspomnianej wyżej von Hannover nr 2) Trybunał wypracował kryteria, którymi kieruje się przy ocenie, której wartości (tj. ósemce czy dziesiątce) dać pierwszeństwo: przyczynienie się do debaty będącej przedmiotem powszechnego zainteresowania, stopień rozpoznawalności danej osoby, przedmiot publikacji, wcześniejsze postępowanie danej osoby, treść, forma i konsekwencje publikacji oraz – tam, gdzie to właściwe – okoliczności zrobienia fotografii lub uzyskania informacji.

Następnie Trybunał zastosował te kryteria w następującej kolejności:

  • rozpoznawalność skarżącej – Trybunał przyznał, że skarżąca jest osobą publiczną;
  • wcześniejsze postępowanie skarżącej – wprawdzie fakt wcześniejszej współpracy z prasą nie pozbawia człowieka całkowicie prawa do prywatności, jednak celebryta poszukując świateł fleszy i jupiterów de facto sam redukuje swoją prywatność;
  • treść, forma i konsekwencje publikacji – tytuł artykułu został uznany za sąd wartościujący. Trybunał zgodził się, że tytuł ten bezpośrednio nawiązywał do wypowiedzi skarżącej. Owszem była to dziennikarska interpretacja jej słów, do tego oceniająca je negatywnie, ale interpretacja nie była „oderwana od rzeczywistości”. Jeżeli chodzi o konsekwencje, to publikacja prasowa sprowadziła na skarżącą krytykę, jednak w istocie taką reakcję wywołała sama celebrytka;
  • metoda uzyskania informacji i jej prawdziwość – publikacja była wywiadem udzielonym świadomie i dobrowolnie przez skarżącą;
  • wkład publikacji w debatę będącej przedmiotem publicznego zainteresowania – w zasadzie sądy węgierskie nie badały tego wątku, jednak zdaniem Trybunału w tych okolicznościach nie stanowiło to błędu – skarżąca sama opowiedziała o swoich planach rodzinnych i zrobiła to w celu zaspokojenia ciekawości publicznej niektórych czytelników. Tym samym kwestia debaty publicznej straciła na znaczeniu.

Wszystkie powyższe czynniki (z wyjątkiem ostatniego, ale Trybunał udzielił tu rozgrzeszenia) zostały uwzględnione przez sądy krajowe, które zachowały słuszną równowagę (fair balance) pomiędzy swobodą wypowiedzi dziennikarskiej a prawem do prywatności wdowy po poecie.

Maciej Lubiszewski

Reklamy