W ostatnim czasie Trybunał miał parę okazji, by zająć się norweskim systemem opieki zastępczej. Głośna sprawa Strand Lobben i inni przeciwko Norwegii trafiła nawet przed oblicze Wielkiej Izby.

Niedawno (19.11.2019 r.) Izba rozstrzygnęła sprawę K.O. i V.M. przeciwko Norwegii i jej chcę poświęcić dzisiejszy wpis.

K.O. i V.M. tworzą związek dość burzliwy: z narkotykami, kłótniami, przemocą. Kobiecie szwankuje zdrowie psychiczne, jej partner ma kłopoty z prawem – został skazany m.in. za przestępstwo z użyciem przemocy.

W takich związkach również rodzą się dzieci, co w samo w sobie nie jest niczym złym. Co więcej, dziecko może taką rodzinę na zakręcie wyprowadzić na piękną i długą prostą. Rzecz w tym, aby rodzina otrzymała odpowiednie wsparcie.

W wielu państwach europejskich (w szczególności w skandynawskich) funkcjonują bardzo rozbudowane systemy instytucjonalnej opieki nad rodziną. Znamy je z ekstremalnych przejawów ich działalności. Niekiedy bowiem urzędnicy dochodzą do przekonania, że interes dziecka przemawia za oddzieleniem dziecka od jego rodziców.

Nie są to problemy proste do rozwiązania. Mówiąc szczerze, nie chciałbym zajmować się takimi sprawami. Łatwo tu bowiem o błąd, którego skutki mogą być opłakane.

Skarżąca po urodzeniu dziecka trafiła (za swoją zgodą) do centrum pomocy rodzinie. Po kilku tygodniach jednak wycofała swoją zgodę, a władze uznały, że dziecko powinno zostać umieszczone w domu dziecka.

Próby podważenia tej decyzji przed organami wyższego szczebla i przed sądami nie udały się. Postępowanie było prowadzone przez zespół, w skład którego wchodził prawnik z uprawnieniami sędziowskimi, psychologowie, ławnicy. Przesłuchano 11 świadków. Wszystko działo się z udziałem rodziców wspieranych przez prawnika.

Władze krajowe (w tym sąd) uznały, że pobyt dziecka w opiece zastępczej powinien był długoterminowy, a interes dziecka wymaga ograniczania kontaktów z rodzicami. Ostatecznie sąd wziął pod uwagę dobre rezultaty wcześniejszych spotkań z dzieckiem i zwiększył częstotliwość widzeń do dwóch godzin sześć razy w roku.

I ten zakres rozstrzygnięcia krajowego budzi największe wątpliwości. Albo uznajemy, że rodzina jest toksyczna, nic dobrego z tego nie będzie i trwale oddzielamy dziecko od rodziców, albo uznajemy opiekę zastępczą za tymczasową i umożliwiamy rodzinie stopniowe budowanie zdrowych relacji pod okiem władz.

I tak też rozstrzygnął tę sprawę Trybunał.

Postępowanie dotyczące odebrania dziecka spełniało wszystkie standardy proceduralne. Sprawa była merytorycznie bardzo wnikliwie rozpatrzona przez odpowiednie władze, które starały się zastosować  możliwie najmniej drastyczne rozwiązania. Rodzice mieli pełny dostęp do tego postępowania. W tym zakresie nie doszło do naruszenia art. 8 EKPC.

Natomiast problemem było to, że organy krajowe w zasadzie przekreśliły nadzieję na ponowne połączenie rodziny w przyszłości, jednocześnie przewidując bardzo ograniczony kontakt rodziców z córką.

W przypadku, gdy istnieje jakieś prawdopodobieństwo połączenia rodziny (a w końcu do tego połączenia doszło), kontakty powinny być znacznie częstsze – liczone raczej w okresach tygodniowych, a nie półrocznych, jak miało to miejsce w tej sprawie. Władze krajowe nie uzasadniły w swoich rozstrzygnięciach tak długich przerw pomiędzy spotkaniami rodziców z córką, a zatem to drastyczne ograniczenie kontaktów stanowiło naruszenie prawa do poszanowania życia rodzinnego gwarantowanego przez art. 8 EKPC.

Maciej Lubiszewski